Doda i jej niewykorzystany potencjał
V.I.P.
10 grudnia 2009 | 17:28
“Bardzo długo zastanawiałam się, by powiedzieć coś mądrego i sensownego, i… nic nie wymyśliłam. Zresztą obojętnie, co bym powiedziała, i tak by wyszło fiu – bździu, ale przecież za to mnie kochacie… Po prostu jaja jak berety” (Doda, Telekamery 2006)
Nie boi się mówić tego, co ślina przyniesie jej na język, a jej wypowiedzi – łagodnie mówiąc – często balansują na granicy dobrego smaku, podobnie zresztą jak jej sceniczne kreacje. Zaczynając swoją karierę wyglądała jak …. no właśnie, chyba wiecie o co mi chodzi – przepalona solarium skóra, kiepskiej jakości makijaż no i te bazarowe stroje. Nic dziwnego, że przylgnęło do niej określenie „blachara” – wylansowane przez Mieszka, wokalistę Grupy Operacyjnej – przez które Dorota Rabczewska pozwała go do sądu, zażądała przeprosin i 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Jednakże, jak słusznie zauważył Mieszko: „Osoba, która w teledysku uprawia seks oralny ubrana w pończochy powinna mieć świadomość, jak ludzie ją postrzegają. Poszanowanie godności osobistej jest ważne, ale jeśli ktoś publicznie i z dumą opowiada o bzykaniu się w toalecie, w mojej opinii sam się ze swojej godności odziera”.
Dorota, gdy pojawiła się w Barze, była naturalna, bardziej przekonująca niż dziś. Oto pojawiła się pyskata, niezwykle charyzmatyczna dziewucha z potężnym głosiskiem, która miała wstrząsnąć polską sceną muzyczną. Jej pierwsza w pełni komercyjna płyta Bimbo utrzymana była w klimacie rocka. Teksty były zabawne i ciekawe. Słowa do dwóch piosenek napisała nawet sama Anja Orthodox – królowa polskiego gotyku, której z przyjemnością słucham po dziś dzień. Pierwszym singlem promującym krążek była Dżaga. Teledysk, w którym Doda epatowała seksem i uwodziła Radosława Majdana zapewnił jej olbrzymią popularność i wylansował związek piłkarza ze wschodzącą gwiazdą polskiego rocka. Ba! Okrzyknięto ich nawet polskimi Beckhamami, choć Dodzie i dziś brakuje wiele klasy, którą posiada Victoria, a porównań Majdana do Davida Beckhama nie zamierzam nawet komentować. Czyżby na naszej scenie muzycznej pojawiła się rockowa wokalistka na miarę Agnieszki Chylińskiej? No cóż. Niekoniecznie. Czar prysł po sukcesie pierwszej płyty, ponieważ Doda skupiła się na intensywnym promowaniu własnej osoby w mediach nie przez muzykę, lecz poprzez skandale. Jej kolejne płyty przesycone są w związku z tym pseudo rockowymi kawałkami, opatrzonymi mdławymi tekstami, najczęściej o miłości, które co najwyżej mogą poruszyć serca nastolatków o bardzo kiepskim guście muzycznym, a sama Doda coraz bardziej zaczęła przypominać kolejną plastikową lalę z haremu Hugh Hefnera. Całą tę sytuację najlepiej kwituje Elżbieta Zapendowska, która uczyła ją swego czasu śpiewu: „[Doda] opiera karierę na skandalu. Jest to jakieś wyjście, nie jestem zgorszoną ciocią. Natomiast jej teksty to dramat. Źle napisane, banalne, głupie, mimo że w jakiś sposób szczere. I w tym jest cała siła jej śpiewania. Na pewno nie zaistnieje w historii muzyki rozrywkowej”.
Na pewno nie pozostawi po sobie śladów również w świecie mody. Styl Doroty przechodził wiele metamorfoz, jednakże nigdy nie wypracowała ona czegoś własnego, czegoś co mówi: DODA JEST TYLKO JEDNA! Mieliśmy do czynienia albo z polskim wcieleniem Christiny Aguilery, albo Britney Spears, od której skopiowała nie tylko sceniczne kreacje ale i niektóre występy. W teledysku do piosenki Dziękuję nawiązuje do słynnej kreacji Madonny z klipu Like a Virgin, a w jej garderobie znalazły się m.in. zapożyczenia od Rihanny, Lady Gagi, czy Björk. Podczas rozdania nagród MTV Europe Music Awards 2009 wystylizowała się na Jane Fondę, zakładając niezwykle kiczowatą, niby futurystyczną kreację duetu Paprocki&Brzozowski i choć po raz pierwszy była oryginalna, pokazała tym samym, że nie ma za grosz gustu. Brak pomysłu na siebie powoduje, że Dorota nie tylko kopiuje styl zagranicznych gwiazd, którym nie dorasta do pięt, lecz również sesje fotograficzne z ich udziałem. Jak więc uważać ją za artystkę, jak wierzyć w jej autentyczność, skoro cały jej wizerunek jest skopiowany od stóp do głów?
Doda ma świetny wokal, jednakże tak naprawdę jest tylko celebrytką. Żadna z niej artystka. Miała potencjał, ale go nie wykorzystała. Choć nie jestem fanką jej twórczości, uważam, że mimo wszystko jest jedną z najbardziej wyrazistych i barwnych osobowości polskiego show biznesu i tego nie można jej odmówić. Jeszcze dwa lata temu, kto jak nie ona, była motorem napędzającym oglądalność nudnawego show Gwiazdy tańczą na lodzie. Wielką atrakcją dla znudzonych widzów były zwłaszcza potyczki słowne z Justyną Steczkowską, z których Doda zawsze wychodziła obronną ręką, doprowadzając Jusię do szewskiej pasji. Ta formuła jednak się przejadła. Jej wulgarne wypowiedzi przestały szokować, teraz co najwyżej gorszą. Bilety na jej koncerty już od dawna nie sprzedają się tak, jak powinny, a średnia wieku jej fanów nie przekracza 15 lat. Doda stała się częstym obiektem kpin w różnych programach rozrywkowych. Zwłaszcza jej związek z liderem Behemota nie uszedł uwadze Szymonowi Majewskiemu, który postanowił wykorzystać go na potrzeby swojego nowego miniserialu Big Doder. A cała Polska na dobrą sprawę kibicuje jej w nagrywaniu angielskojęzycznej płyty, którą się ciągle przechwala, ponieważ rozwijając karierę na zachodzie w końcu dałaby nam od siebie odpocząć. Nie da się wiecznie być na szczycie. W Polsce osiągnęła wszystko i zdaje się, że jej 5 minut dobiega końca. Jej nowy manager zapowiada co prawda cudowną przemianę, ale czy ze skandalistki da się stworzyć prawdziwą gwiazdę estrady? Czy Doda ma nam jeszcze coś do zaoferowania?
Anita Boharewicz


